Kiedy escape roomy pojawiły się po raz pierwszy, ich idea była niezwykle prosta - wyjść z pokoju. Dosłownie. Celem gry było odnalezienie ostatniego klucza, otwarcie drzwi i opuszczenie zamkniętej przestrzeni przed upływem czasu. Najczęściej było to jedno, całkiem niewielkie pomieszczenie, do tego maksymalnie godzinna rozgrywka i bardzo jasne założenia: rozwiąż zagadki, znajdź klucze, otwórz kłódki.

Zagadki miały głównie charakter szyfrowy i manualny. Kody, cyfry, symbole, ukryte wskazówki – a do tego mnóstwo kłódek. Gracze często trzymali w rękach kilka kluczy naraz i zastanawiali się, do której skrzynki lub szafki ten właściwie pasuje. Było chaotycznie, bywało frustrująco, ale też ekscytująco. Nikt wtedy nie mówił jeszcze o narracji czy immersji - liczył się spryt, logiczne myślenie i radość z otwierania kolejnych rzeczy.

Aż do tragedii w Koszalinie...

W 2019 roku doszło do wypadku, który na zawsze odmienił polską branżę escape roomów. Był to moment bolesny i mrożący krew w żyłach, ale też konieczny. Bezpieczeństwo graczy przestało być dodatkiem - w końcu stało się absolutną podstawą, tak jak powinno być na początku.

Jak to mówią “mądry Polak po szkodzie”, dlatego po tym tragicznym incydencie wprowadzono nowe regulacje prawne, które wymagały zupełnie innego podejścia do projektowania i budowy pokoi. Escape roomy, które nie spełniały nowych norm, były zamykane, sprzedawane lub przenoszone w inne miejsca. Często oznaczało to adaptację do większych przestrzeni, przebudowę układów pomieszczeń i gruntowną modernizację.

Początki elektroniki w pokojach

Równolegle zaczęła się zmieniać sama forma zagadek. Klucze i kłódki zaczęły ustępować miejsca elektronice. Z czasem coraz więcej mechanizmów opierało się na elektromagnesach, zworach magnetycznych, czujnikach ruchu, nacisku i światła, a także na automatyce sterowanej komputerowo.

Nareszcie gracze przestali szukać rozwiązań i odpowiednich kłódek do posiadanych kluczy na chybił trafił. Zamiast tego zaczęli układać poprawnie elementu według znalezionych schematów, do tego wykonywali poprawne sekwencje, a system sam reagował - coś się otwierało, zapalało, przesuwało. Zagadki stały się bardziej płynne, a rozgrywka mniej przypadkowa. Można by rzec, że escape roomy zaczęły przypominać żywe organizmy, które reagują na działania graczy w czasie rzeczywistym.

Kolejne wyzwanie - pandemia

Gdy wydawało się, że branża zaczyna wracać na właściwe tory, pojawiła się pandemia. Lockdowny, kwarantanny i strach przed wychodzeniem z domu sprawiły, że escape roomy, z definicji oparte na fizycznej obecności, zostały całkowicie zatrzymane.

W Escape Arenie robiliśmy wszystko, co możliwe: specjalne lampy UV, dezynfekcja pokoi po każdej grupie, nowe procedury bezpieczeństwa. To jednak nie wystarczało, gdyż ludzie po prostu nie mogli lub nie chcieli korzystać z rozrywek poza domem.

Długo zastanawialiśmy się jak sobie z tym poradzić. Zadawaliśmy sobie pytania jak z powrotem przyciągnąć do nas graczy. Kiedy to jednak wydawało się ciężkie do osiągnięcia, obróciliśmy temat do góry nogami - co zrobić, aby to escape room przeniósł się do graczy, nawet bezpośrednio do ich domów. To wtedy pojawił się pomysł, który jeszcze kilka lat wcześniej wydawałby się absurdalny: Live Cam Escape Room. Gra w takiej wersji pokoju polegała na tym, że gracze (często z domu, gdziekolwiek by nie byli) łączyli się z nami online i otrzymywali dwa ekrany:

Była to forma nieoczywista, eksperymentalna, ale niezwykle ciekawa. Pokazała, że escape room to nie tylko przestrzeń, a idea współpracy i doświadczenia. Taka forma rozwiązywania zagadek okazała się niezwykle interesującą opcją dla zespołów pracowniczych, które w ten sposób mogły się ze sobą zintegrować. Dużym zainteresowaniem cieszyły się też grupy zagraniczne, które niekoniecznie miały możliwość odwiedzenia nas we własnej osobie.

Rozwój technologii i wprowadzenie nowej jakości

Kiedy pandemia zaczęła odpuszczać, gracze wrócili. A wraz z nimi wróciły escape roomy bogatsze, odważniejsze i bardziej świadome swojej formy.

Dziś liczą się nie tylko zagadki. Równie ważne są:

Nowoczesny escape room coraz rzadziej opowiada o zwyczajnej „ucieczce”. Zamiast tego zaprasza do przeżycia historii. Gracze nie pytają już: „ile jeszcze zagadek?”, tylko „co stanie się dalej?”. A twórcy? Przechodzą samych siebie, cały czas przesuwając coraz dalej granice tego, co jest możliwe do wykonania w escape roomie. Szukają nowych sposobów, nowych rozwiązań, nowych mechanizmów.

I to jest największa zmiana, jaka dokonała się na przestrzeni lat. Escape roomy przestały być testem logicznym z kłódkami. Stały się interaktywnym teatrem, w którym to gracze są głównymi bohaterami. Nie mówiąc też o tym, że pokoje zagadek w aktualnej formie są być może najbardziej bezpieczną formą rozrywki. A do tego tak rozbudowaną, pozwalającą na przeżycie czegoś prawdziwego na własnej skórze. To jak, kiedy odwiedzicie kolejny escape room? ;)